Dlaczego edukacja zdrowotna powinna być obowiązkowa?
Ksiądz kontra szczepionka
W 1904 roku ksiądz Wincenty Pixa (1836–1927) wydał nakładem „Przewodnika zdrowia” książkę pod wymownym tytułem: „O krzyczącej niedorzeczności i strasznej szkodliwości szczepienia ospy”.
Szczepienie przeciwko ospie nazywał „haniebnym umysłowym obłędem” i „okrutnym zabobonem”. Jako autorytetów przywoływał profesorów medycyny, m.in. niejakiego Weissa z Neuenburga, który – jak pisał Pixa – miał w końcu „przejrzeć na oczy” i zawołać: „Zasłużyłem, aby mię w Czarnolesiu na najwyższej jodle powieszono za karę, żem przez długie lata lud biedny zatruwał jadem ospowym”.
Według księdza Pixa szczepienia były źródłem niemal wszystkich plag gnębiących ludzkość: weneryzmu, gruźlicy, szkarlatyny, odry, suchot, cholery, raka, a nawet chorób końskich. W jego narracji człowiek, zamiast ratować się przed ospą, miał zmierzać ku degeneracji i zagładzie. Głosił też, że „powszechne zepsucie moralne młodzieży” – czyli onanizm – bierze się właśnie ze szczepień, bo „jadowita materia” rzekomo podrażniała narządy płciowe i przyspieszała dojrzewanie. Podobnie wyschnięcie gruczołów mlecznych u dziewcząt czy spadek wzrostu poborowych w wojsku wiązał z igłą szczepiennego lekarza.
„Szczepienie ospy jest zabobonem, dziwolągiem lekarskim oraz monstrum” – grzmiał. Ile istnień ludzkich kosztowała ta narracja? Nie sposób policzyć. Wiadomo jednak, że za słowami księdza kryły się realne tragedie: chorzy i zmarli nie tylko wśród tych, którzy sami sięgnęli po książkę, ale też wśród ludzi, do których dotarły powtarzane w kościołach i domach „mądrości” Pixa.
Minęło ponad 120 lat. Nauka dokonała niewyobrażalnego postępu – ale prymitywizm w człowieku przetrwał. Kilka dni temu Episkopat Polski wydał list w związku z wprowadzeniem od 1 września do szkół nowego, nieobowiązkowego przedmiotu – edukacji zdrowotnej. Biskupi napisali wprost, że „nie chodzi o zdrowie uczniów”.
Według nich treści dotyczące zdrowia seksualnego mają „zmienić postrzeganie rodziny i miłości”, a całość rzekomo „wprowadza do szkoły genderową koncepcję płci”. W liście czytamy też ostrzeżenia przed „erotyzacją dzieci od najmłodszych lat”, przed oddzieleniem aktywności seksualnej od małżeństwa, a nawet przed „zniesieniem barier wiekowych i odpowiedzialności za skutki”.
Od lat „robię w medycynie”. Widziałem i słyszałem rzeczy, przy których ten list to ledwie „pikuś”. Ale niech nie zmyli nikogo to porównanie – tu zagrożenie jest większe. Bo w grę wchodzi nie tylko garść egzaltowanych opinii, ale wpływ na setki tysięcy wiernych, na ich rodziny i przede wszystkim – na ich dzieci.
Lekcje z gabinetu i izby przyjęć
Historie, które zaraz przytoczę, wydarzyły się naprawdę. Wszystkie w XXI wieku – w epoce internetu, lotów kosmicznych i chirurgii robotycznej. A jednak pokazują, że brak
elementarnej wiedzy zdrowotnej. Wciąż bywa groźniejszy niż sama choroba. wciąż spotykamy ludzi, którzy bez podstawowej edukacji zdrowotnej błądzą tak samo, jak ci, którzy sto lat temu słuchali księdza Pixy.
- Pacjentka z poważnym poparzeniem skóry brzucha tłumaczyła, że zastosowała maść "dokładnie tak, jak napisano na ulotce – 'stosować zewnętrznie'". Niestety, maść była przeznaczona do stosowania na skórę, a nie do... lewatywy, którą pacjentka sobie wykonała.
- Ostry stan zapalny u pacjentki, młodej dziewczyny. Razem z nią jest jej matka. Szybka decyzja, wypisanie recepty, po czym tekst mamusi: ,,Czy mógłby pan przepisać jeszcze jedno opakowanie, bo mamy tego samego partnera seksualnego?". – Warszawa, Szpital Bielański.
- Rodzice, chcąc "wypłukać bakterie" z ucha dziecka z ostrym zapaleniem, wlali do ucha... mleko. Efekt: zaostrzenie stanu zapalnego i dodatkowa infekcja grzybicza, bo mleko to doskonała pożywka dla drobnoustrojów. – to przykład wyczytany przez rodziców w Internecie.
- Młoda kobieta dzwoni i mówi, że zaszła w ciążę. Super, moje gratulacje – odpowiada lekarz. ,,Ale zaszłam w tę ciążę w czasie stosunku przerywanego". ,,Proszę pani, to nie jest najlepsza metoda antykoncepcji" – mówi lekarz. ,,Panie doktorze, czy jeśli mieliśmy stosunek przerywany, to dziecko urodzi się w całości?". Ona nie żartowała. - Śląsk, szpital powiatowy.
- Pacjent przyjmował całe opakowanie tabletek "raz na dobę", czyli wszystkie naraz, bo tak zrozumiał instrukcję. Skutkowało to ciężkim zatruciem i hospitalizacją. – literalnie i dosłownie zrozumiał zalecenie.
- Pacjent z cukrzycą typu 1, pod wpływem rad znalezionych na forum "naturalnego leczenia", odstawił insulinę i próbował regulować cukier sokiem z buraków. Skończyło się śpiączką cukrzycową i przyjęciem na OIOM. – recepta zasięgnięta w internecie.
- W gabinecie. Pacjentka z silnymi upławami. Smród okropny. Musiałam otworzyć okna – mówi lekarz i delikatnie ją pyta: ,,Nie przeszkadza pani ten zapach?". A ona: ,,Trochę przeszkadza, ale mąż tak lubi". Warszawa, szpital kliniczny.
- Nastolatka, która była pewna, że może zajść w ciążę przez... ucho, np. podczas pływania w basenie, gdzie wcześniej pływali chłopcy. To pokazuje całkowity brak wiedzy na temat rozmnażania i biologii. A gdyby uczęszczała i pilnie słuchała na lekcjach nauki o zdrowiu?
- Przyjechała do kliniki pacjentka, która nie wiedziała, że jest w ciąży, a była w dwudziestym ósmym tygodniu. Dziecko miało powyżej tysiąca gramów. Jej chłopak stoi pod porodówką, oburzony, że nikt go o niczym nie informuje, więc mu mówię: ,,Pana dziewczyna jest w ciąży, będziemy rodzić". ,,Aha - odpowiada. - A czy dziecko jest zdrowe?". ,,Dlaczego pan pyta?" ,,Bo gdybym wiedział o ciąży, tobyśmy tak nie imprezowali". – Warszawa.
- Próba leczenia głębokiej, zanieczyszczonej rany brudnym miodem i cukrem (jako "naturalny antybiotyk") doprowadziła do gigantycznego zakażenia i rozwoju tężca. – ten pacjent także zawierzył internetowi. A gdyby uczęszczał na lekcje o zdrowiu?
- Pacjent po upadku z drabiny zbagatelizował silny ból brzucha. Okazało się, że miał pękniętą śledzionę i wylanie krwi do jamy brzusznej. Jego stan był krytyczny w momencie przyjazdu do szpitala. Ale przeżył.
- Próby "przeleżenia" i "wypocenia" ostrego bólu brzucha, który jest charakterystyczny dla zapalenia wyrostka. Opóźnienie grozi perforacją (pęknięciem) i śmiertelnie niebezpiecznym zapaleniem otrzewnej.
- Przewlekły stan zapalny w pochwie. Pacjentka oświadcza, że ma do tego prawo i że nie chce być badana. W takiej sytuacji w kartę wpisuje się: ,,odmowa badania". Najpierw przepisuję jedne leki dopochwowe, po jakimś czasie ona przychodzi i mówi, że jej nie pomagają. Przepisuję inne leki, też okazują się nieskuteczne. ,,Proszę pani, przepraszam bardzo, muszę jednak panią zbadać". Badam i co znajduję w pochwie? Gazę, a w środku zawinięty liść. Wyciągam to wszystko, możecie sobie wyobrazić, jak to pachniało, jak wyglądało. Włożyła sobie liść kapusty, bo koleżanka jej powiedziała, że pochwę najlepiej zakwasić kapustą.
- Żądanie przepisania antybiotyku na infekcję wirusową (przeziębienie, grypa). Pacjenci nie rozumieją, że antybiotyki działają tylko na bakterie, a ich nadużywanie prowadzi do antybiotykooporności. Ten przykład jest nagminnie powtarzany przez pacjentów. A gdyby uczęszczał na lekcje o zdrowiu?
- Zawał serca "na niestrawność. Klasyczny przypadek. Pacjent przez dwa dni leczył silny ból w klatce piersiowej, promieniujący do żuchwy i lewego ramienia, sodą oczyszczoną, sądząc, że to "zgaga". Każda minuta opóźnienia w takim przypadku grozi nieodwracalnym uszkodzeniem mięśnia sercowego. Temu akurat się udało. Przeżył. A gdyby uczęszczał na lekcje o zdrowiu?
- Przekonanie, że jedna tabletka antykoncepcyjna działa przez miesiąc lub że zażycie jej postosunku zabezpieczy ją przed ciążą na kolejne. A gdyby uczęszczała na lekcje o zdrowiu?
- Panika pacjentki, że "miesiączka się zatrzymała i zatruje ją od środka", co wymaga natychmiastowej interwencji lekarskiej.
- Młoda kobieta w ciąży przyszła do gabinetu na pierwsze USG. Z przerażeniem stwierdziłem – mówi lekarz, że wygląda to na skomplikowaną wadę płodu, bezczaszkowca. Matka może podjąć próbę porodu, jednak musi mieć świadomość, że dziecko umrze. Napisałem, że zachodzi podejrzenie takiej wady, i mówi do pacjentki: ,,Bardzo panią proszę o pilne skontaktowanie się ze specjalistą (tu podał nazwisko). Sprawa jest naprawdę bardzo poważna". Kobieta zabrała wyniki i poszła. Po wielu dniach do mojego gabinetu wchodzi pacjentka zapisana na USG, dwudziesty któryś tydzień ciąży. Patrzę na nią, przyglądam się jej i pyta: ,,A czy pani nie jest tą pacjentką, która miała pojechać pilnie do szpitala?". ,,Tak". ,,A zatem proszę mi pokazać wynik wykonanego tam USG". ,,Ale ja tam nie pojechałam". ,,A dlaczego nie?" ,,No bo myślałam, że nic złego się nie dzieje i że dziecko jakoś się naprawi". Horror. Musiała donosić tę ciążę z płodem bez głowy aż do porodu naturalnego. – Warszawa
- Kiedyś u jednej młodej pacjentki znalazłam zmianę nowotworową – mówi lekarz. Powiedziała: ,,Będę się modliła, na pewno wyzdrowieję". Tej wiary jej zazdroszczę, pewnie łatwiej się z nią żyje. I umiera – Warszawa.
- Na przeziębienie najlepsza jest wódka z pieprzem - błędne przeświadczenie, przekazywane z pokolenia na pokolenie.
Edukacja zdrowotna – jedyne antidotum
Wyobraźmy sobie, że na każdym etapie nauki – od podstawówki, przez liceum, po studia – uczniowie mieliby obowiązkowe dwie godziny edukacji zdrowotnej tygodniowo. Ile z tych historii nigdy by się nie wydarzyło? Ilu pacjentów nie trafiłoby do szpitala, ilu nie straciłoby życia?
Nie mamy już księdza Pixy i jego „ostrzeżeń” przed szczepieniami. Ale mamy internet, fora pełne „cudownych porad”, mamy kazania i listy pasterskie, które powielają szkodliwe mity.
Jest tylko jedno skuteczne antidotum – wiedza. I dlatego edukacja zdrowotna nie powinna być dodatkiem, lecz fundamentem.

Komentarze obsługiwane przez CComment