Wigilia z policjantem

Jakoś tak - połowa lat 60-tych i 24 grudnia. Cała rodzina w domu. W pewnym momencie matka i żona, Pani Maria mówi – nie stać nas w tym roku nie tylko na karpia, ale i na żadną nawet najmarniejszą rybkę. Choinki też nie będzie. Ale wigilia będzie piękna, bo wreszcie jesteśmy wszyscy razem. Rodzinna. Skromniutko i rodzinnie jak nigdy wcześniej, nawet się cieszę - dodaje. I dalej krząta się po kuchni. Wszyscy trochę posmutnieli. Tylko 14-letn Tadziu nagle wstał, wziął teczkę i wychodząc rzucił – mamo, idę do Jurka. Ale wróć na kolację. Koniecznie przed pierwszą gwiazdką. – zdążyła za nim krzyknąć Pani Maria. Dobrze mamo – odpowiedział Tadziu zamykając drzwi na klatkę.

Od wyjścia Tadzia minęła godzina, może dwie i do drzwi ktoś dzwoni. Pan Adam wstał z krzesła i zaciekawiony, bo nikogo na wigilię nie zapraszali idzie otworzyć. Otwiera drzwi i widzi milicjanta. Z przerażeniem pomyślał - Tadziu, co z nim? A milicjant – syn Tadeusz jest w domu? Nie ma odpowiada Pan Adam. A gdzie jest? – dociekliwie pyta milicjant. Jest u kolegi Jurka. Uczą się. Kiedy przyjdzie? – milicjant chce być dobrze poinformowany. Niedługo powinien przyjść – odpowiada Pan Adam. To ja poczekam na niego – stwierdza milicjant i wchodzi bez zaproszenia do mieszkania. Pan Adam z bezradnością zamyka za nim drzwi. Milicjant zdejmuje w przedpokoju milicyjną czapkę i płaszcz i wiesza na wieszaku, po czym idzie do pokoju i zajmuje krzesło Pana Adama. A Pani Maria tymczasem martwi się – Boże, żeby nie zechciał zostać na kolacji.

10 2

Atmosfera była drętwa. Milicjant tylko od czasu do czasu rzucił obojętne pytanie – a obywatel to gdzieś pracuje? Jeszcze nie – krótko odpowiedział Pan Adam. Znowu chwila ciszy, po czym milicjant po raz kolejny – a obywatel jakiejś roboty szuka, czy nie? Szukam – krótko odpowiedział Pan Adam. Znowu dłuższa chwila ciszy, po czym milicjant rzuca kolejne pytanie – a obywatel jakiś fach ma? Mam – znowu krótka odpowiedź Pana Adama. A jaki to obywatel ma fach, że roboty znaleźć nie może? Metalurgiem jestem – odpowiedział znowu krótko Pan Adam. Proszeeee? – spytał milicjant nie dodając z jakiegoś powodu - „obywatelu”, a wyraz jego twarzy wskazywał na nieprawdopodobny wysiłek intelektualny. Zauważył to Pan Adam i dodał - metalurgiem jestem, znam się na obróbce metali od chwili ich wydobycia do chwili wyrobu końcowego. Aaaaaaa – ze zrozumieniem powiedział milicjant, a wyraz intelektualnego wysiłku znikł z jego twarzy.

Po jakimś czasie drzwi do mieszkania się otwierają – wchodzi Tadziu. Wszyscy jak na komendę zerwali się i idą do korytarza – „powitać” go. Milicjant pierwszy. Obywatel nazywa się Tadeusz (tu padło nazwisko). Tak – odrzekł Tadziu. A co obywatel ma w tej teczce? – spytał milicjant. Kkksiążki – odparł Tadziu. Książki obywatel powiada – kontynuuje przesłuchanie milicjant. I szachy jeszcze – uzupełnia Tadziu. Niech no obywatel otworzy tę teczkę, zobaczymy te szachy – mówi milicjant nie wychodząc z roli, w której doskonale się czuje. Noooo, niech obywatel otwiera. Tadziu najwyraźniej nie miał ochoty, więc milicjant wyjął teczkę z rąk Tadzia, przykucnął stawiając teczkę na podłodze. Wszyscy pochylili się wokół milicjanta, tylko Tadziu stał wyprostowany patrząc w sufit. Kiedy milicjant walczył z zamkami teczki żeby ją otworzyć wszyscy z każdą upływającą chwilą coraz bardziej pochylali się nad teczką. Wreszcie milicjant ją otworzył i wszyscy jednocześnie wydali odgłos nieprawdopodobnego zdziwienia. Tylko milicjanta i Tadzia widok zawartości teczki nie zdziwił. W teczce zobaczyli …… dorodnego karpia królewskiego przybyłego w teczce Tadzia prościutko z Królewskich Łazienek. Chwila zaskoczenia trochę trwała, po czym pani Maria popatrzyła ciepło na syna i spytała – a pawia tam czasem nie widziałeś? Mógłby robić za choinkę.

Wyjaśnienia:

  • Ta historia przypomniała mi się, kiedy przeczytałem, że policjanci w wigilię będą chodzili po domach i sprawdzali ilość gości. Nieważne, czy będą, czy nie - ważne, że władzy taki pomysł w ogóle przyszedł do głowy. Władza wtedy - w PRL, jak i obecna przypisuje sobie zbyt duże uprawnienia, także wolnościowe.
  • Pan Adam przeflancowany do Wwy z Krakowa, gdzie był wykładowcą na AGH. Był to okres, kiedy priorytetem była FSO i ściągano tam najlepszych specjalistów z całej Polski. Mieszkanie też dostał. Następnie, jak sam opowiadał, naraził się samemu Jaroszewiczowi – premierowi i po zwolnieniu Go z FSO tamten czuwał, podobno osobiście, aby nigdzie pracy nie dostał. I tak dotrwał do tej wigilii. A potem sobie oczywiście poradził. Ale trochę to trwało.
  • Jurek z Tadziem do Łazienek nie pojechał - odmówił. Dzisiaj Jurek jest działaczem PiS-u. Mówią, że do PZPR też należał.

Zbigniew Pręgowski, 24.12.2020

Komentarze obsługiwane przez CComment