A GDZIE PACJENT?

Gdyby wszyscy ludzie byli mądrzy,

to na świecie byłoby tyle rozumu,

że co drugi człowiek zgłupiałby z tego.

- Jaroslav Hašek

Po raz kolejny o tym, że rząd myśli o centralizacji szpitali usłyszałem 21 stycznia. Wtedy to wiceminister Kraska Waldemar powiedział - "Nie ukrywam, że nad takim projektem w tej chwili pracujemy. Myślę, że do końca lutego on już będzie gotowy. Myślę, że do końca marca ten projekt zaprezentujemy opinii publicznej i on będzie w konsultacjach". Jakiś czas potem uzasadnił dlaczego - "Epidemia pokazała właśnie, że niektóre podmioty lecznicze zdecydowanie nie radziły sobie z tym stanem epidemicznym, utrudniając niejednokrotnie dostęp pacjentów do świadczeń medycznych".

No proszę, „…niektóre podmioty lecznicze zdecydowanie nie radziły sobie …”. Czy mam to rozumieć, że jak niektóre koła w moim samochodzie nie radzą sobie, bo są przebite opony, to mam kupić nowy samochód? A jeżeli „niektóre” decyzje ministra zdrowia były błędne, a w ostatnim roku było ich wiele,  to mamy wymienić zaraz całe ministerstwo?  Może powinniśmy zgodnie z logiką tegoż ministerstwa?

WSObecny system nie jest idealny. Daleko mu do doskonałości, ale system ten w 1999 roku został zastąpiony przez wcześniejszy silnie scentralizowany i finansowany przez budżet państwa system opieki zdrowotnej oparty na modelu Siemaszki (wprowadzony w latach 30-tych w ZSRR). Obecny system finansowany jest głównie ze składek zdrowotnych wszystkich pracujących obywateli. Dodatkowo dofinansowywany jest w niewielkim zakresie przez budżet państwa i i budżety samorządów. Nie zapominajmy jednak, że Ministerstwo Zdrowia w obecnym systemie ochrony zdrowia  odgrywa kluczową rolę – wytycza politykę zdrowotną i posiada kompetencje regulacyjne. Czyżby tej roli ministerstwu było mało?

Jest jeszcze jedna, niezwykle ważna funkcja obecnego systemu. Jeżeli ja, obywatel mam płacić na ochronę zdrowia, to chcę nie tylko poprzez bezpośrednie wybory, ale także poprzez bezpośrednie rozmowy mieć wpływ na to, jak ten system funkcjonuje. Chcę mieć poczucie patriotyzmu nie tylko w tym szerokim zakresie, ale także, a może przede wszystkim w zakresie mojej małej, a czasem i maleńkiej ojczyzny. Nie odbierajcie mi tego!

Często zastanawiałem się co w tym systemie jest nie tak. I wiem. Władza powiatowa i marszałkowska, bo do nich należy najwięcej szpitali traktuje je jak łup zwycięski. Dokładnie tak, jak dzisiejsza (i wczorajsza) partia rządząca traktuje spółki skarbu państwa. Wygraliśmy – obsadzamy naszymi.  Taki kandydat z różnych powodów powinien być uzależniony od ścisłego kierownictwa, bo on ma robić to, co my chcemy. A potem kandydat konkurs wygrywa.

Zastanawiałem się także, co bym zrobił, gdyby to ode mnie zależało. Tylko dwie rzeczy. Po pierwsze, jeżeli szpitale mają służyć pacjentom, często nieporadnym, zagubionym i biednym materialnie i intelektualnie, to trzeba zabrać kierowników oddziałów dyrektorom szpitali, a pacjentom oddać ordynatorów. Po drugie przeredagować zarządzenie o konkursie na dyrektorów szpitali w taki sposób, aby komisja konkursowa stanowiła możliwie szerokie grono osób w tym także obiektywnych pacjentów. Konkurs na stanowisko dyrektora powinien być publikowany z wyprzedzeniem nie krótszym jak 3 miesiące na specjalnie do tego celu stworzonym portalu. Wygrywać powinien najlepszy z najlepszych – nie kolega z partii.

I jeszcze jedno. Starostowie i marszałkowie województw powinni nauczyć się współpracować z dyrektorami szpitali (i przychodni) myślącymi inaczej, nie politycznie, nie partyjnym koleżeństwem. Znam dobrze przykład szpitala powiatowego (a takich jest wiele), gdzie najpierw, w okresie 2001 – 2011 r.  dyrektorem szpitala był człowiek bezpartyjny. Kiedy przyjmował obowiązki, razem z późniejszymi ustawowymi dodatkami dług szpitala wynosił przeszło 19 mln zł. Kiedy po prawie 9 latach wyprowadził szpital z zadłużenia, starosta, zapewne ze swoimi partyjnymi kolegami doszedł do wniosku, że na stanowisko trzeba powołać „naszego”. Obecnie jest już drugi „nasz”. Obydwaj generują dług mniej więcej w tym samym tempie. Do końca 2019 roku (potem przestałem śledzić) zadłużenie szpitala w ciągu 8 lat wzrosło do około 23 mln zł. Co się stało? Kiedy opowiadam tą historię na pytanie - co się stało, odpowiadam – dyrektor z 2001 – 2011 był po prostu uczciwy.

Wygląda na to, że PiS konsekwentnie dąży do realizacji swojego programu z 2014 r. To wtedy PiS zdiagnozował stan ochrony zdrowia jako „fatalny”. Co zrobiono od tamtego czasu? Jeżeli tamten system PiS określał jako „fatalny”, to jak powinniśmy określić stan dzisiejszy? Przypomnę tylko, że wtedy, w 2014 r. PiS chciał likwidacji NFZ, kontraktowanie przejęliby wojewodowie, pieniądze na leczenie miały być wydawane z budżetu państwa, powstać miała sieć szpitali publicznych, a komercjalizacja miała być zahamowana.

Jak na razie nowy pomysł zrodził się w ministerstwie zdrowia. Czy prezes, premier, partie Gowina i Ziobry poprą go? – to jest mniej istotne. Istotne jednak jest to, że Polacy chorują i umierają, że to wirus ustala strategię, że rząd i ministerstwo zdrowia nie maja pomysłu jak opanować pandemię, ale gotowi są do kolejnego rozdania kart nie skończywszy poprzedniej gry. Mnie to się bardzo nie podoba.

Ps. Pewien doświadczony już lekarz tak wspomina to co dawno za nami, a być może i przed nami – „Ten powrót do czasów komuny będzie miał swój urok. Znów będzie można "zrobić wszystkie badania" bez liczenia kosztów. Ordynator będzie panem życia i śmierci. Ech.... przypomina mi się młodość na internie i stada młodych "chorych" na serce facetów przed komisją poborową. I zawsze ten sam opis echo serca: "w trakcie badania zaobserwowano pojedyncze pobudzenia komorowe"”. (Pułapki centralizacji, MS, 15.01.2021)

Zbigniew Pręgowski

17 marca 2021

Komentarze obsługiwane przez CComment