Węzeł gordyjski

W ubiegłym miesięcy na terenie jednej z warszawskich przychodni spotkałem 88-letnią lekarkę. Znam ją z lat 80-tych, była wtedy dyrektorem jednego z warszawskich szpitali. Na pytanie, co tu robi odpowiedziała – przyjmuję dwa razy w tygodniu.

WG 1W jednym ze świętokrzyskich szpitali przyjmuje lekarz po wylewie. Jest przywożony, następnie wprowadzany do gabinetu i sadzany na krześle. Pielęgniarka robi mu herbatkę. Pewno w międzyczasie ktoś mu pomaga pójść do toalety, ale tego nie wiem. Pod koniec dnia pracy wszystko odbywa się odwrotnie – jest wyprowadzony ze szpitala, wsadzony do samochodu i odwożony do domu.

Dla polskiej ochrony zdrowia każdy, kto ma pieczątkę z prawem wykonywania zawodu jest na wagę złota. A dla pacjentów? NFZ wymaga aby była właściwa ilość personelu, wymaga, aby nie było koincydencji zatrudnienia w różnych placówkach i przychodniach. Fundusz natomiast nie wymaga zaświadczenia o stanie zdrowia. W NFZ wszystko zgadzać się musi – na papierze.

Bo? No właśnie, bo brakuje lekarzy, bo brakuje pielęgniarek, bo wali się ochrona zdrowia, bo nie pomyślano o tym dwa, trzy, cztery lata temu.

I w tej to trudnej dla ochrony zdrowia sytuacji Naczelna Rada Lekarska pod wpływem licznych głosów napływających ze strony środowisk lekarzy-emerytów zwróciła się do Ministra Finansów z apelem o wprowadzenie zwolnienia podatkowego w podatku dochodowym dla zatrudnionych lekarzy i lekarzy dentystów na emeryturach.

NRL twierdzi, że „za przyjęciem proponowanego rozwiązania przemawia ważny interes społeczny, w tym przede wszyshjtkim troska o bezpieczeństwo zdrowotne pacjentów”. Tego nie wiem, ale wiem, że samorząd lekarski od wielu już lat alarmuje, iż w polskim systemie opieki zdrowotnej bardzo poważnie odczuwalne są braki kadrowe. Od wielu lat alarmuje także, że sytuacja będzie się pogarszała z każdym miesiącem i z każdym kwartałem.

Inicjatywa słuszna? Być może. Czy zmobilizuje lekarzy emerytów, którzy nie chcą pracować? Wątpię. A jeżeli zmobilizuje, to ilu?

Na to pytanie odpowiem znowu przykładem z życia. Jakoś wiosną tego roku kolega lekarz przeszedł na emeryturę. Dzwoni i się swoim nowym stanem społecznym chwali. Na moje pytanie, co będzie robił odpowiada krótko – nawet jednego pacjenta więcej w moim życiu. No wiec co będziesz robił? – pytam ponownie, bo nie wydaje mi się żeby zasiadł w kapciach przed telewizorem. Idę na studia, będę studiował geografię – odpowiedział. Julek, pozdrawiam jak czytasz. Zaliczyłeś już coś?

Aleksander Wielki dawno już nie żyje. Kto ten gordyjski węzeł przetnie?

Ps. Tekst ten napisałem 14 grudnia 2019 roku – tuż przed koronawirusem. Taka wtedy była polska ochrona zdrowia. Pandemia ją jeszcze bardziej spustoszyła, a płacą za to wszystko pacjenci, pacjenci ci najbardziej schorowani.

Komentarze obsługiwane przez CComment